


(strona 1) " Władysław Orkan DRZEWIEJ WSTĘP Śni mi się rzeczywistość, którą znałem, nim zmarła, choć urodziłem się na jej pogrobie; mam to uczucie-wiedzę, iż na nią patrzyłem. Chciałbym, iżby odżyła przez mój sen o..."
(strona 2) " stada sarn, całe skupione strachem familie, pod ochroną i strażą rogaczów. — Okrajami puszczy, bliżej otwartych bram, snuły się zakonne towarzystwa wilków. — W gąszczach głębokich, cieniem jako strachem odziany, chował się zły..."
(strona 3) " Niejedną głowicę wyniosłą przetnie miecz-błysk Pioruna na dwoje — niejedną twardą pierś drzewną otworzy krzemienny grot Swaroga do rdzenia — niejedno ramię gałęźne odetnie świszczącą strzałą wichrem pędzący Poświst......"
(strona 4) " Przyleciał z szumem od tatrzańskich pieczar, z łukiem napiętym w dłoniach, z kołczanem dźwięcznym przy boku, grającym piórami strzał jak sto harf na powietrzu... Zaraz u skraja puszczy samym wiatrem pędu wykrócił z ziemią trzy..."
(strona 5) " Spróbujesz mi ich stal. Chmury zachodzą nocą... Już! Miej się na baczności! Gdy skinę, ostrzem błysnę, Ziemię oślepię strachem, Gdy grot ognisty cisnę — Wtedy ty całą mocą Z całym strasznym zamachem Wal!!..."
(strona 6) " ale już zgoła nie groźny; jakoby od niechcenia nierówne kręgi ech po chmurach górą przetaczał. Przy uśmierzeniu powietrznym tym huczniej wygłaszał się spad wody w roztoce. Rozszalałe w rozpędzie swym fale, widne przy białych..."
(strona 7) " — Tak, tak — pogwarzał przy tym. — Daniel od czasu był niewieści... miętki w sercu i taki w naturze dziwny, że... przychodziło mi na myśl, czy go boginki dzieckiem jeszcze nie odmieniły za swego... choć chrzczony był przecie..."
(strona 8) " Siły mu się w tej pracy zdwoiły. Gdy zacinał spojenia na węgłach, echa siekiery jego odbijały się gromko od uboczy, jakby kto głazy w roztokę prał. Obaj pomocnicy, widząc, że sobie da z drzewem radę, napatrzywszy się robocie,..."
(strona 9) " Od wierchów śpiewu męskiego stłumiony dalekością pogłos zaleciał — czy jeno się mu tak w słuchu przezdało. — Daniel... — szepnęła złość. Opuścił głowę i wzrok kamienny, jako ten kół o ostrzu stępiałym, wbił w..."
(strona 10) " Siedząc na odnóżu pnia, do słońca obrócony, w lnianej kitlinie i w szarym serdaku, na barkach wolno zwieszonym, o włosach białych, skrętami opuszczonych ku ramionom, o twarzy niewiele pobrużdżonej, dziwnie łagodnej, oczach siwych jako..."
(strona 11) " Tak z nim się i teraz działo, gdy walcząc z zaporami, piął się na przełom ku górze. Rzucał się w mozół jak w kąpiel ożywczą. Nie uwierzyłby nikto, słysząc łomot, że to człowiek się przez las przedziera. Gdy na moment na..."
(strona 12) " Zatrzymał oczy, chodzące górą-doliną, na zjawisku dojrzanym daleko w dole, w roztoce. Płatki czerwone ukazywały się na poprzek wylśnionej wody, jeden po drugim — i zapadały w cień lasu. Jelenie... Drgnęło w nim myśliwskie serce...."
(strona 13) " Prokop nieraz po kolana zapadał w przegniłą warstwę, jako w grób próchnem zasuty, a parę razy srodze się ukarał, wartcej niż gromem podcięty na niewidocznej gałęzi, które jako węże śliskie leżały w mokrych namuleniach liści...."
(strona 14) " Hej!... idziemy, idziemy Tą ścieżyną-m ostrą-m... Dziwują sie ptacy, Że to brat ze siostrą-m... Powtórzyło go echo po dwakroć roznośnym chichotem, aż w końcu, jako ptak raniony, spadło z bolesnym westchnieniem w roztokę. Cichość..."
(strona 15) " stynktem z powietrznych drgań zaczuło. Gałęzie drzew poruszały się ściszonym szeptem, który rozchodził się po lesie jako kręgi wodne i tajemne niósł wieści o tym, co ma nadejść... Zwierzyna postanęła w znieruchomieniu popod..."
(strona 16) " cieniami zbliżającemu się ku nim. A gdy koło nich przechodził, zaszumiały nad nim piórami szyszaków wysokich i zamilkły — takim groźnym milczeniem, że słyszał dygot serca, mijając je. Gdy zaś oddalił się od nich i obejrzał..."
(strona 17) " Tęskność na skrzydłach mię niesie Z dalekich w dalekie strony... Niech mi użyczą opieki Twe białe, srebrzyste ściany — Zza siódmej góry i rzeki Idę, stroskany... Straciłem owieczkę białą, Jedyną w całym kerdelu —..."
(strona 18) " w zadziwie Daniela i szły ku morzu harmonii wiecznej, która je jedna mogła objąć. Z żalem niewysłowionym ruszył... Pogłębiła się jeno jego tęsknota napływem przenajświętszych wzruszeń. Gdy pieśń puszczy brzmiała wysoko — zda..."
(strona 19) " ostrze stalowe. Zbliżywszy się ku temu, naszedł tajemniczy stawek, jak kłąb czarnych i zielonych żmij, śpiący pośród boru mchów. Dziwnym czarem stawek ten szedł za nim długo. Las jodłowy się tracił w miarę schylania się gruntu,..."
(strona 20) " idącym płomienie dziwnego krzewu, to otwierały się z nagła, jak ciemne paszcze potworów, jamy dawno wessanych w trawska wykrotów. Przechodzi Daniel przez młakę uginającą się na pozór stawiska i widzi: z łożysk uśpionych traw..."
(strona 21) " Kiedyż bedzie wesele? Gotujemy już śnieżne pościele... Chciałybyśmy za drużczki — Stroimy z głogu różdżki... Hore! horeje! hore! Nie sumuj — trafisz w porę... Same cie ustroimy... Same odprowadzimy... Nikto wesela nie..."
(strona 22) " ONA Żałobnymi są moje dnie — bez ciebie, Jak na grobie zagaszone świece... ON Serce tej chwili marzonej niegodne, Uwierzyć prawdzie nie może — Sen-li-ś mój, powiedz, czy złudzenie? ONA Czyż może być..."
(strona 23) " ON Więc mi wyjaśnij — wskaż drogę — ONA To się wyjaśni — wyjaśni — niestety — Dziś to jest tajemnicą — Cóż ja... dziś... mogę... ON Jestem jak w baśni. Nie wierzę. ONA To jest..."
(strona 24) " IV ŁOWY Niedźwiedź, który bawił w pasiece Cichorza, chorzał od onej nocy. Przedostając się z powrotem przy dobłyskach burzy przez zaściel napranych łomów, przewłócząc się i podłażąc pod jarzma zwisłych..."
(strona 25) " przywodzić na pamięć, co mu się w życiu zdarzyło. Nie było żadnych zdarzeń, prócz tego jedynego, które go oto powaliło; a zresztą nic — tak jak by było i nie było. Jeden trop przez całe życie. Uu!... znowu go nuda jęła..."
(strona 26) " na nią uwagi, jakby jej zgoła nie widział. Ale trawił się wewnętrzną złością, tym większą, iż bezsilną. Klątwy przelatującego ptactwa, jakie spadały na jego łeb sędziwy, choć ostre i kłujące jak żądła ós, niczym były..."
(strona 27) " Kowale lasu, dzięcioły, o stroju przeróżnie barwnym, to zielone całe, to czarne w czerwonych czepcach, wędrowały ślebodnie po pniach stojących sucharów i kuły mozolnie swymi twardymi dzioby, niby młotkami kamiennymi, w drzewo,..."
(strona 28) " Nagle — przedarł ścianą puszczy ostry dźwięk rogu... W te razy Cisza — jakby w serce ugodzona pociskiem — drgnęła ciałem, w oczach jej stanął śmiertelny strach — mgnienie jedno — i z łanią w gęstwi przepadła... Pobudził..."
(strona 29) " — Huź! huź! — Kto puszczę tą wściekł?!... Kto za mną?... Kto przeciw mnie?... Nie widzę wroga... Rzucał się jakby wichrem wewnętrznym miotany — gonił, ścigał, dopędzał, to znów uciekał przed sobą — przesadzał rozpady..."
(strona 30) " szłaby, ale trud wielki, i kto wie czy sie opłaci, czy jest jaki owoc tego lata, czy już dojrzał i czy to akurat hań? Tak jej sie widzi, ale może to być z drugiej strony od słonka. Nawet prędzej tam, bo tu w cieniu by nie zeźrał —..."
(strona 31) " świeciły istnie jak ogniki kwiecia, które jest skryte oczom ludzi. Ciemnozielony mech zwisał ze skał, niby łapy łagodnie zsunięte, nad samą wodę studzienki; zbiegały po jego śliskim włosie krople świecące, jedna za drugą, jakbyś..."
(strona 32) " śmiały... Pieśni dawne wspominają, że drzewiej bywali tacy... Rycerzami sie zwali... Oparła głową, niby na zagłowku, na mchu wysokim skały, zamknęła oczy i zamarzyło jej się, że... z dalekich stron, przeczuciem serca porwany,..."
(strona 33) " i oznajmcie mu, że jesteście ode ranie posłani, żem mu rada i że go czeka siwy ojciec nasz z miodem praśnym i chlebem... Niechaj przyjmie gościnę, nie gardzi... Tak im powie, a oni... O nieszczęsna godzino wyznania! Już oczy ich..."
(strona 34) " nym niewolona, i ledwie dłonie zapletła na szyję, pojawy świetlne wróciły. — Przez omgleń białą przelatywały bez szelestu, niby szaleńcze myśli boże, ognistopióre strzały; to przeszywały w poprzek zapyl niebios, to siekły z..."
(strona 35) " zie znaleźć choć młakę jaką, gdzie zwierze pić chodzują. O źródle skalnym myślał z coraz większą niedowiarą, jak o szczęśliwym rzadkim przydarzeniu, które ino pomoc boga jakiego może poraić. Myśląc już pragnieniem tylko,..."
(strona 36) " — Pić sie chce... — poskarżył sie. Szept nielitosny przedstawiał: — Wodą pragnienia nie ugasisz. Choćbyś całe źródło wypił. Jeszcze się wzmoże. Wierz mi. A gdyby tak jagody albo agrest. Słodkie są piersi dziewczęce, jak..."
(strona 37) " pragnącym otwierasz, która dajesz rosę łąkom, a soki drzewinie, która kwiaty upuszczasz po skalistych drapach, aby oczy pasterza ucieszyć... pomóż mi w kłopocie serca! ześlij poratowanie! Już Ci ślubuję wianek co dnia na te skały..."
(strona 38) " się wystroił — i Cichórz znalazł się na odwieczerz wysoko nad doliną osiedla na nieznacznie schylonym pogrzbieciu w otoczy mało przeznanego lasu. Szedł wolno, ciężarem lat utrudzony, przystawał co jakiś czas i nasłuchiwał, czy..."
(strona 39) " pomiędzy rozchyl w głąb leśną, w nadziei niedowierzającej, czy zjawy jakiej nie postrzeże. Lecz głębia jako głębia — ciemnością jeno patrzyła... — Pustka w komorach lasu — dumał idęcy. — Tyle, co dźwierz sie nawinie. Nie..."
(strona 40) " — Życie... hej! życie... Jak ta puszcza, nieprzebadane. Ba, cóż, puszcza — tę można przeznać do gruntu po czasie. A tu sie żyje — przeżyje — i nic sie nie wie. Telo ino, jakby sie śniło, prześniło — to i owo, i tamto... I..."
(strona 41) " — Ka też moja dziatwa pasie? — zaturbował się z obyczaju. — Jużem ich dni kilka nie widział. I Prokop coś w puszczy dzieła, mało ku osiedlu schodzi... Zwierza trochę przepłoszył, że sie nie tak już gęsto nawija w tych..."
(strona 42) " Przez krwawą oświetl od zorzy, przez ciemne smreków ulice; Mija mroczne polanki, przez czarne przesuwa się gęstwie I dąży, dąży przed się w przeuroczystym milczeniu... Aże się przed nim dolinka z..."
(strona 43) " VII WALKA Z PUSZCZĄ Prokop, gdy t o się stało, ruszył przed się w niepamięci o czasie i stronach słońca. Minął jedną ubocz, drugą — a kroki jego nabierały coraz prędszego pędu. W zdumieniu trwożnym postrzegł, że puszcza..."
(strona 44) " Jeden z duchów ukazał mu w mroku, czy udał sam, twarz krzyczącą Daniela... Żachnął się Prokop i do bogów, groźne czoło podniósłszy, zawołał: — Czemu mię dręczycie, okrutni, gdyście od wieków postanowili, że to..."
(strona 45) " ku niemu. A jedna z nich podnosi rękę... Groźna, jak noc bez gwiazd... — Och, uciec! Ruch nakaźny wstrzymuje — gniotą słowa... Przeklęty bądź, łamiący się z Mrokiem, Zabójco mojego syna. Niechaj ci wszystko, na co rzucisz okiem,..."
(strona 46) " Prokop już niczemu, nijakim kształtom nie dowierzał. Obalał pnie zbutwiałe — wykracał twarde suchary — darł gałęzie, cetynę z drzew — rozłupywał na poły wykroty — rozbijał leżące kłody — deptał ich próchno —..."
(strona 47) " O zmierzchu ćmy szare zlatywały z gałęzi i obsiadały go jak sowy. Gdy zdołał oczy na bok zwrócić, widział je przykucnięte, pootulane, na coś nieodwołalnego w drzemce pozornej czekające... Później wyłaziły zmory zza progu..."
(strona 48) " w którym ciało chodzi, coś zrabia bez wiedzy woli, a duch czymś strasznym zajęty... O synów, choć dni szły, nie zapytał. Woły przyszły same, to je uwiązał i zaniósł im w garści mchu. Ona też nie miała odwagi pytać — w obawie,..."
(strona 49) " Śmiercią skarały bogi? Czy ich Mrok wciągnął w swe zamki? Czy ich zwierz pożarł srogi? Przecieżby ślad, by echo... Na próżno sie wsłuchuję — Na próżno wołam w boleści — Na próżno pytam wszystkiego — Znikąd nijakiej..."
(strona 50) " Już sie hań nie zazłoci, Już go nie ujrzą więcy. Wy ubocze, Tylekroć przez nas ośpiewane, Że wszystkie śpiewki wam znane, Każdemu z osobna drzewu — Już nie usłyszycie więcy jego śpiewu. Polana pusta... Powędrował pasterz w..."