Zapraszamy do lektury! Pełen komfort platformy e learningowe nieograniczony dostęp
Prawo dla każdego - Przedmiot umowy dzierżawy
wynajem magazynów mazowsze
Super norma pro dla Ciebie. Norma Pro to super szkolenie.
Polędwiczki wieprzowe w kakao

www.karty-plastikowe.eu
www.sklep-apteka.pl
www.emtor.pl
Władysław Orkan
 
DRZEWIEJ
WSTĘP

Śni mi się rzeczywistość, którą znałem, nim zmarła, choć urodziłem się na jej pogrobie; mam to uczucie-wiedzę, iż na nią patrzyłem. Chciałbym, iżby odżyła przez mój sen o niej — iżby odżyła w śnie. To jest umiłowanie przeszłości, czy też przyszłości — jedna rzeczywistość, którą z przykrością śnimy, jest obecne i my w nim. Któż naszą rzeczywistość będzie znowu śnił z umiłowaniem?...
Śni mi się tedy rzeczywistość-baśń: roztoki lasem nie tkniętym pokryte, pełne tajemnych dziwów i samorodnych tworów.
Czerniawa drzew okrywała do znaku ubocza i wierchy, a wgłębiny roztoczne zalewała mraką ciemną, jako noc wieczysta.
Gdzieniegdzie jeno wybijała się spomiędzy czarnego morza smreków i jedli żółtawa wyspa buków albo wyłyskiwała się do słońca zieleń polanki — snadź wichry, wrogi nie pardonujące, wycięły w pień zastępy drzew i odsłoniły ziemię.
A takie drzewska zmóc — trza było mocy zaiste żywiołu. Zwyczajnie poddawały się jeno rąbanicy czasu — przeżywszy kilkaset lat w nieodmiennej hardości, poczynały pomału schnąć od wierzchołków a butwieć od spodu i wreszcie waliły się ze stękiem na ziemię; a sto lat znowu przeszło, nim ziemia ich kłody-cielska, oplótłszy je jęzorami ożyn i paproci, wessała w siebie, roztoczyła...
Najdłużej trwały jedle. Dziś jeszcze można widzieć w kościelnej dzwonnicy przyciesia hrube niezwykle, twarde jak z krzemienia, z dawnych, pradawnych jedli przyciesane.
Ale i żyjącą jeszcze można napotkać w jakiej martwej roztoce, w ciszynie, jak nad drzewną młodzieżą skarlałą stoi w bezruchu niemym, w odrętwieniu, niby skostniała pramacierz. Czasem jeno plącze się w jej głowicy wyniosłej szum — jakby przypominanie nieśmiałe dawno zginionej pieśni, którą chce młodym podać ku pamięci. Szum to nie do pojęcia — nie dla dzisiejszych uszu-iglic... Przeto ginie jak woda zapadająca w bezdeń ciemną — albo jak ten czas, który się przelewa w wieczność. Przeminęło...
Ale i insze drzewa podówczas nie tak się podawały byle mocy jako dziś. Wiatr je siał, toteż wiatr jeno miał je prawo obalać.
Smreki, mniej wytrwałe od siostrzyc, strzelały natomiast w górę ponad wszystkie, a przy wichrze nachylały się ku jedlom rycersko, szumiąc otuchę i zachylając je od zdrady; wiatr bowiem zdradą nieraz brał spod spodu.
Buki zaś, krępe, rozparte nad ziemią, strojne w bogatą przyodziew liściastą, możniły się nad miarę i rozpościerały szeroko potworne ramiona, pokazując siłę mocną w twardych, zaskórnych muskułach.
W wilgotnych zacieniach, pod ich rozpiętymi jako baldachimy ogromne konarami, i po moczarnych młakach, niżej zboczów, walały się trawska bujne, na warstwach gnijących zrosłe, roztaczając naokół zapach ostry — zapach głębokiej puszczy, gdzie wszystko bezpośrednio z świeżych cmentarzy wyrasta i przyniesioną zatęchłą woń grobów miesza z oddechem rzeźwiejącym życia.
Koło spróchniałych pni i przepotwornych wykrotów wiły się liany ożyn, rosły kępami paprocie, a wszerz po całej roztocznej dłużynie, wśród rozmaitej krasy grzybów kapelusiastych, niby wśród krasnoludków, w kółkach i plamach słońca wciskającego się przez gęstwię konarów, świeciły świeczki leśne, czerwieniły się korale krzewów i moc nie nazwanych kwiatów, jagód wilczych, nienaskich, wyłyskiwało się z zacieni do światła...
Ziemia, piarem zasuta, pod gęstwiną głowic i koron drzewnych była jakoby dno morskie: życia i żywiny pełna.
Z konarów niższych, omszałych starością, spadały porosty siwe, niby długie brody bajecznych dziadków leśnych.
Lasy były zazwierzone gęsto. Chmary wiewiórek, czarnych i cisawych, śmigały górą po drzewach, czyniąc szelest, jak gdyby wiatr suche szyszki smrekowe ponosił; a po ich szlakach lekkomyślnych przemykały, niby ich cienie, połyskliwe kuny. — W stromych, przywierzchnich uboczach i w niedostępnych ostrysach panoszyły się, zakładając swe jamne osiedla, borsuki i lisy. Po zasłoniętych, zacisznych polankach i po przerzedziach trawiastych pasły się
© 2010 www.oyama-tygrys.org.pl