Zapraszamy do lektury! studenci Pomorski Uniwersytet Medyczny PUM
Biuro tłumaczeń Wrocław
Szkolenia dla firm szkolenia Warszawa Mazowieckie
Aktualny kodeks postępowania administracyjnego wydawnictwa LEX
Masło serowe I przepis

www.karty-plastikowe.eu
www.sklep-apteka.pl
www.emtor.pl
stynktem z powietrznych drgań zaczuło. Gałęzie drzew poruszały się ściszonym szeptem, który rozchodził się po lesie jako kręgi wodne i tajemne niósł wieści o tym, co ma nadejść... Zwierzyna postanęła w znieruchomieniu popod gałęzie szepczące, słuchając.
Mrok już zapylił niebo i morzem zalał roztoki.
Wtedy na nieboskłonie wschodnim ukazał się niespodziany brzask, od którego dzwon niebios drgnął i głębiej zaszeptała puszcza. W mgnieniu przebiegły ziemię tajne wici, że stanie się cud...
Na ostatnim wierchu wschodu wybłysła iskra rubinowa. Z iskry tej zapalił się ogienek. Jął się wzmagać, jak gdyby wiatrem sycony, i wnet rozżarzył się w ognisko ruchome, które poza grzebieniem wierchu czołgało się niby ognisty smok.
Za czym wydało się znów przez moment jako gorejący krzew.
Nie uszła chwila, gdy z płomieni uczyniła się kopuła ognista — wizja chramu złotego, o którym legenda śpiewa, iż raj zamyka; w drzwiach jego anioł z płomienistym mieczem.
Ledwo wzrok wyszedł ze zdumienia, gdy oto kopuła złota stanęła krwawą kulą na grzebieniu. Ta oderwała się od zębów lasu i jęła się unosić w górę, rzucając rdzawy brzask na ziemię.
Dreszcz przeleciał przez puszczę.
Odezwały się krótkie, urwane szczeknięcia — strzępy głosów — pojęki — i jakby nakazem zdławione, zamilkły.
Poruszyły się drzewa — zachwiały się ławy lasów — zafalowały i w bezruchu stanęły.
Wszystko jakby zapatrzyło się chwilę w upiorne lica widma.
Przez długi moment: zatrzymany oddech ziemi — i w tym milczeniu przeraźnym krwawa twarz, zawieszona w otchłani mroku nad puszczą...
W te razy z ciszy kamiennej wydarł się wielogłos długi, do szpiku przejmujący... Na ostrysach wysokich rzędami na ogonach posiadłe, oczami szklącymi do widma obrócone, zawyły pieśń swoją wilki.
Strach duszy stworzenia ziemi był w tej pieśni i ponura, granicząca z rozpaczą tęsknota, i pogrom czarny nadziei, i ogłos głuchy fatalizmu, i przypomnienie jakichś klęsk strasznych sprzed wieków, których ślad grozy w niedoli krwi poostał.
Takim witaniem musiało zawyć w sobie wszystko stworzenie tej ziemi, kiedy po raz pierwszy na ciemnej otchłani nieba zobaczyło wzrokiem swym owo krwawe widmo. Strach je na długie zabił wieki — nim ośmieliło się wtórnie podnieść wzrok ku otchłani.
Skonał wreszcie w przeciągłych echach głos wilczy i cichość znowu wyniosła się z dolin nad zmierzch lasów.
Z widma nieznacznie spełzła krew — przybladło — za czym jęło się rozbłyszczać zielonawym światłem, aż stanęło w pełni blasku, jako tarcza srebrzysta Swaroga.
Rozgarnął się mrok puszczy. Pogłębiły się doliny, podźwignęły się grzbiety gór. Wyszły na światło lesiste ubocze, zalśniły grzebienie wierchów, zapyliły się oświetlą błękitną, jako mgłą wodną, roztoki.
Zarazem dziwny czar spłynął z tym światłem na ziemię. Wzruszeniem niepojętym zadrżało stworzenie wszelkie.
Już upiorna pieśń wilcza zażegła w ciała ogień przypomnieniem jakichś przedwiecznych pożarów krwi i owyciem, zaczutym z instynktu, nieochybnej doli wszystkiego stworzenia: śmierci — wzburzyła pragnienie życia, a teraz ów czar światła doczynił reszty uroku.
Wyszły z kniej rysie i ze słodkim miauczeniem szukały się świetlnymi ogarami ócz po cieniach leśnych. — Kozły i rogacze sarn, po uboczach roztracone, krótkim urwanym bekiem dawały łaniom znać o sobie i wyrażały niecierpliwość swych miłosnych pragnień. — Nawet borsuki, lisy opuściły ostryse skaliste i snuły się, zjeżone sierścią, po gąszczach zacienionych, jarząc oczami niby dopałkami głowni. Wszystko, co jeno krew poczuło w żyłach, ruszyło z legowisk swoich, mocą nieodpartą pchane, i miotało się po lesie, czyniąc dziwne pod ciszą światła szelesty.
Gonitwy ciche a zawzięte — tupoty walk bezkrwawych — urwane jęki — zdyszenia — wnętrzem puszczy rozchodziły się jako kręgi fal, stłumione gęstwią gałęźną.
Oto z uboczy spadającej ku wodzie roztoki spłynął mokry szmer targanych w pędzie traw, zaszeleścił trzask kruszonych chrustów, posypał się skalisty piarg — i wypadł rogacz zdyszany, w omgleniu przekrwionych ócz pędzący prosto na przepaść. Nagły blask wody stepił go, niby strzał śmiertelny. Przez moment zawisł nad urwiskiem — po czym
łukiem przesadził topiel srebrną i przepadł w drugiej uboczy.
W tych gonitwach mijała żywina inszy spotykany rodzaj obojętnie, niby pnie drzew lebo ich cienie przejrzyste. Nie dbały też drapieżce na letką tej nocy zdobycz, zdajały się nie widzieć nic zgoła poza się, jakby im oczy szklące mgła krwi oślepiła. Przesuwały się gąszczami rysie obok sarn, przebiegały wilki obok kozłów, przemykały lisy obok postrożnych świstaków — wszystko mknęło po swoich kolejach śladów, mocą uroku pojęte.
A wszystko to zruszenie działo się w cieniach i wyświetlach puszczy, ledwo szmerem na zewnątrz dobywane. W powietrzu nad nią, na mgławej sieci rozpyli świetlanej wisiała cisza, kołysząc się od kraja lasów do kraja.
Pełna księżyca tarcza o upiornym blasku wyniosła się wysoko nad roztoki i toczyła się po mrocznej zieleni niebios, niby po łące otchłannej, siejąc na ziemię czar.
Nie oparł się Daniel, Cichorza młodszy syn, mocy białego uroku. Po cichu wywarł się z osiedla i podał się w ręce świetliste czarowi, który go wiódł.
Prowadził go naprzód po widnej polanie, która się wyświecała rosą, niby złoty, przetkany drogimi kamieniami, podesłany pod stopy płaszcz. W uboczy na prawo leżał cień, a dalej mgliły się, śreżogą świetlną zalane, doliny i tajały w omgleniu błękitnawym wierchy.
A potem wewiódł go w las...
Otworzył się przed oczyma Daniela świat baśni...
Wyszły z mroku surowe straże smreków, grożąc
© 2010 www.oyama-tygrys.org.pl