Zapraszamy do lektury! Prawo dla każdego - skutki utraty czynnego prawa wyborc
Prawo dla każdego - Po przyjęciu spadku wprost
ubijak wibracyjny
tłumaczenia niemiecki niderlandzki tłumaczenie niemiecki rzeszów biuro tłumaczeń
Najlepsze tapety pulpit dla Ciebie

www.karty-plastikowe.eu
www.sklep-apteka.pl
www.emtor.pl
w zadziwie Daniela i szły ku morzu harmonii wiecznej, która je jedna mogła objąć.
Z żalem niewysłowionym ruszył... Pogłębiła się jeno jego tęsknota napływem przenajświętszych wzruszeń. Gdy pieśń puszczy brzmiała wysoko — zda się — o gwiazdy trącająca, słyszał w niej głos przeanielski, który przenikał na wskroś jego serce, budząc w nim płacz szczęśliwości, na ziemi niepojętej. Ramiona tedy unosił jak skrzydła i szeptał słowa bez powiązań pod nutę swej tęsknoty:

— O kraju! o dolino! lesie!...
Słyszę jej głos przeczysty,
Jak się na skrzydłach ciszy niesie
Przez miesięczną śreżogę —
Widzę jej srebrzysty ślad,
Lecz mi go cień zaciera...

O światła! białe wysłańce!
Wskażcie mi jedyną drogę —
Powiedzcie, że jej szuka brat,
Który z tęsknoty umiera.
Choćby za świata krańce,
Za brzeg życia padło iść —
Nie odpocznę,
Póki nie dojdę jej ze snu odbicia.
Rzuciła na mnie omamy uroczne —
Urok na serce padł —
Zjaśniła mi się noc jak lśniące bramy,
Wiodące w raje-ogrody kwieciste,
A dzień jak kaźnia zbladł.
O gmachy leśne! pagody!
Przedziwne w swych misternych spiętrzach,
Wzniesione jej rozkazem, mocą,
Czoło przed wami chylą,
Jako przed jej obrazem,
Który taicie w swych wnętrzach.

O roje świateł w głębi!
Posiadłe w ciszy głębokiej,
Jako roje uśpionych gołębi —
Ona pchnęła was przeciw na wywiady,
Byście płoszyły z dróg zwody ułudne,
Rozświecając mi bielą swą tajemne mroki,
I były jako ślady...

O kwiaty cudne!
O kwiaty dziwnego blasku!
Przepojone jej uroczną wonią,
Oczy miesięczne,
Ślące życzenia sercu: ziść —
Ona was siała swą srebrzystą dłonią,
Abyście świecąc, radziły mi, wdzięczne,
Którędy iść...

Tu stopy jej strącały rosę —
Nożęta moje bose!
Tu rosa światło pije —

Ach, jak mi serce bije —
Przeczuwam cud...
Wnet zajaśnieje rzeka,
Zadzwoni srebro wód...
Ach, sen przede mną ucieka...
Pierzchają światła-gołębie...
Gasną kwiaty...
Nieprzeniknione głąbie!...

O drzewa!
Smreki braty!
O jedle! jedle siostrzyce!
Widzicie moją tęsknicę,
Która u kolan waszych śpiewa — płacze —
Zlitujcie się nade mną,
Rozchylcie zasłony, mroki,
Wyjawcie tajemnicę...
Pogasły światła — ciemno —
Gdzie zwrócę zbłąkane swe kroki?

Urok wciągnął go  w głąb puszczy... Zmrokczyło się ponad nim, jakby chmury na księżyc zaszły. Olbrzymie drzewa, czy też ich majaki, bo noc do dziwu zupiorniła ich postacie, proste i popochylane, niektóre zgięte ku sobie, iż zdały się wespół jako łuki olbrzymów złamane, otaczały go niby ściany kościoła dziwnego, o wnękach głębokich i skrytych ołtarzach w mroku. Przez wysokie sklepienie i przez rzadkie, zwężone okna podsklepienne przesączał się zielonawy zmierzch. Uroczysta cisza ze wszystkich kątów wychylała nakaźne palce ku niemu. Zamilkł przeto w sercu i lękał się nawet szeleścić oddechem piersi.
Rozpatrując się jak w piwnicach oczyma rozszerzonymi, postępował wolno i znalazł się znowu w innym okrążu: światła tu przeciskały się przez szczeliny i rozstępy z boku, a ściany poplątanych drzew
i zwisających na kształt sopli z nierównych sklepień gałęzi tworzyły jakoby grotę przeolbrzymią o różnych rozwidleniach. Wilgoć tu było czuć i pleśń wieczystą — dochodziły go nawet szmery, jakby opadu kropli.
Mijał następnie wnętrza, które nie dały się przeznać. To jedno mógł zauważyć, że złe w nich miało swój walor. Zachodziły mu przed oczy dziwostwory o przeróżnych kształtach: to powykręcane jak w torturach — to jako pnie stojące nieruchomo — to karłowate — to rosnące w górę nieskończenie — to wreszcie inne, których ni wyrazić. To znowu coś go paznoktami chwytało za nogi — coś szeptało za nim jego imię — coś jęczało... Pomyślał przez jeden moment, czy nie znajduje się, przeniesiony mocą jakąś, w przedsionku piekła, o którym słyszał opowieści, iż takie dziwostwory go pilnują. Ale również przyszło mu na myśl, jako słyszał, iż przez przedsionek piekła do raju droga prowadzi. Przeto nie uczuwał lęku. Nie dziwił się też niczemu, co napotykał, był bowiem wciąż pod mocą uroku. Jedno sen jego przybladł, gdy się przesuwał przez te zmierzchłe głębie.
Znalazł się w wysokim lesie jodeł, w którym jakoby latarnie u wierchów ze rzadka pozawieszane rozsiewały mietlistą poświatę. Było tak w tym wnętrzu dziwnie, jak by coś miało się dziać, albo też jak by już się spełniło, a latarni jeszcze nie zgaszono. Gdy przechodził przez kręgi oświetlone, widział wyraźnie mech rdzawy, jakoby krwią zroszony, i szpilki uschłe, świecące. Za to tym mroczniejszą widziała mu się głąb, cieniem zajęta. W pewnym miejscu z mroku mchów wyświetliło się coś ku niemu, niby
© 2010 www.oyama-tygrys.org.pl