Zapraszamy do lektury! szkoła
zobacz koniecznie motyw afryki w literaturze
fajna praca maturalna na temat utopia w literaturze z nią zdasz na 20
Genialnie przedstawiony motyw tęsknoty w literaturze na maturę ustną z polskiego
Wybitnie przedstawiony motyw samobójstwa w literaturze dla maturzysty

www.karty-plastikowe.eu
www.sklep-apteka.pl
www.emtor.pl
— Ka też moja dziatwa pasie? — zaturbował się z obyczaju. — Jużem ich dni kilka nie widział. I Prokop coś w puszczy dzieła, mało ku osiedlu schodzi... Zwierza trochę przepłoszył, że sie nie tak już gęsto nawija w tych stronach... Bezpieczniej teraz i w lesie.
Ujrzał się wreszcie w ciszynnych limierzach, prawie jak w dolinie. Zaczął pilniej przyglądać się drzewom. — Szedł z wolna po równym prawie dnie lasu i popatrywał po wysokich pniach w spodziewaniu ufnym, że tu natrafi wreszcie na długo szukane dobro i dzień zakończy pożytkiem.
Pogoda znowu przywróciła się jego myślom, jak przywraca się ułożonej w ład powierzchni stawu po zakłóceniu wietrznym. Przejmował w siebie, jak ta woda cicha, i błękit nieba przedwieczornego, i spokój drzew okolnych. Stał się znowu beztroskim Cichorzem, bartnikiem leśnym.
Ujął już stopami spory kęs tej rówiennej płaży, nic przecie oczom ciekawego nie dało się postarzec. Zmierzch obsiadał nieznacznie pod zwieńczeniami drzew, jak dym kadzielny. Okna sklepienne nieba, błękitne dotąd, jęły się rumienić od płonącego za wierchem zachodu.
— Po szczęściu... — szepnął sobie. — Późnawo już. Czas nie da dopatrzeć do końca limierzy. Trzeba by w inszy dzień... wyjść wcześniej z domu... nie bawić sie.,.
Począł się zaociągać, gdy wątpienie ociężyło mu nogi — przystawać co jakąś chwilę... Dumał zawrócić.
Lecz coś pchnęło go — nadzieja niedogasła czy
przykrość wstająca zawodu — by jeszcze spróbował przepatrzeć ścian kilka, nim zmierzch na drzewa się opuści.
Nie opierając się temu, ruszył zwyczajnym krokiem, pozierał to tu, to tam — i na ziemię, bo grunt stawał się nierówny — naraz... zatrzymała go rzecz niepojęta. I wzdrygła.
U stóp — w dolince — leżał człowiek. Jakoby spał. Poznał w nim Daniela, syna...
Przemógł trwogę przypadłą do nóg, zeszedł prędko i nachylił się nad nim, by go obudzić. Wtedy poznał, że syn śpi w śmierci... Na złotym włosów wezgłowiu bieliło się to drogie oblicze, wyraźnie krzyczące prawdę straszną.
Roztworzyła się przed Cichorzem czarna na ziemi noc... Podniósł się bezwolnie, jakby go ktoś ujął pod pachy i postawił. Chwilę tak stał, mrugając dziwnie oczyma, jak kieby próbował wzroku w nagle spadłej ślepocie.
Za chwilę, jakby oświetlone w mroku, wysrebrzyło się wyraźnie przed nim ciało Daniela... Pobok ujrzał stawek krwi i pływający po nim, jako płomyk świecy, kwiat paproci...
Nic nie rozumiał. W bezradzie powlókł okiem po dolince, jakby pytał wszystkiego...
Coś znowu zaświeciło u stóp. Zatrzymał na tym oczy — i poznał nimi, że to sprzączka mosiężna, jaką Prokop zwykł był spinać koszulę na piersiach.
Podniósł ją i chwilę obracał w palcach, przyzierając się jej niby uważnie bardzo, a bez myśli. I dzierżąc wciąż w palcach sprzączkę ową, bez czucia i pamięci, jak by podczas snu do ręki włożoną,
począł się z wolna bezwiednie oddalać, czymś jednym bardzo zajęty, do znaku w pracy jakiejś mroczniej zatopiony...

Cóż to za orszak dziwny
z głębi mroczystej wychodzi?
Czy to Przywida zjawy?
czy Marzy sługi wysłanne?
Czy krwi oczu bolesnych
ruchome w mroku odbicia?
Naprzód jelenie idą,
o oczach lśniących jak studnie,
O srebrnych, wielgich rogach,
jak buków rozniosłe konary;
Wiozą zaprzęg przedziwny,
w paproć i kwiaty przybrany,
Cały misternej próby,
o złotych z brzegu wymysłach.
A tuż za onym wozem,
którego człowiek nie zdajał,
Kroczą smukłe postacie
niewiast odzianych żałobą.
Jedna pośrodku szczególnie
zdaje się bólem złamana:
Wiodą ją siestry czułe,
w bezradzie patrzące ku ziemi,
A ona, jak wiotka brzezina,
postacią przegibną się chyli.
Sunie ten orszak żałobny,
przez ciszę lasu zmierzchnioną,
© 2010 www.oyama-tygrys.org.pl