Przez krwawą oświetl od zorzy,
przez ciemne smreków ulice;
Mija mroczne polanki,
przez czarne przesuwa się gęstwie
I dąży, dąży przed się
w przeuroczystym milczeniu...
Aże się przed nim dolinka
z zamroków leśnych wyłoni,
Gdzie stawek krwi się czerni
z kwiatem świecącym pośrodku,
A pobok, jak brzask zgasły,
młodzieńcze ciało spoczywa...
Stanęły zdumione jelenie —
strzymały koła zaprzęgu —
Studniami wielkich swych oczu
na krwawe dzieło to patrzą...
Otoczą niewiasty kołem
jasnego zewłok młodzieńca,
A ta z nich, którą najbardziej
boleść okrutna przytłacza,
Jak gałąź wichrem złamana
ku głowie złotej upada
I kładąc, usta na czoło,
na oczy nie odemknione,
Taki w milczeniu warg swych
ze serca wyrzuca lament:
„O synu, losem ścigany!
cóż cię to złego spotkało?
Czy cię zwierz napadł srogi?
czy Piorun ugodził cię strzałą?
Czy we walce z kim drugim,
czy sam — bo pojąć nie mogę —
Czy może w serca niewiedzy
jaką mściwą obraziłeś bogę?...
Kąpiel brałam w krynicy,
kiedy leśne przyleciały Wieści,
Że cię martwym znalazły,
że Podmuch twym włosem się pieści.
Prędko zwołałam sługi
i po Cię, matka, przychodzę...
Musiałeś czekać długo
i cierpieć w opuszczy swej srodze.
Widzę kałużę krwawą...
Czy krew to drogiego ciała?
I kwiat ten... Ach, już widzę,
jaka się zbrodnia tu stała...
A mówiłam ci: strzeż się,
nie zrywaj kwiatu paproci...
Dziecko nieusłuchliwe!
widzisz teraz, na co ci...
Na jakie nieszczęście straszne,
już nie cofnięte wyrokiem.
Światło ty moje jasne!
zabity zostałeś mrokiem.
Już po tej ziemi słońca
nie będziesz stopą swą stąpał,
Już się nie będziesz w południe
w pienistym potoku kąpał;
Już wiatr nie będzie rozwiewał
twoich tych złotych pierścieni —
Już nigdy — ach —
nie opuścisz żałosnej krainy cieni.
Poszedłeś rankiem na ziemię —
i oto wracasz wieczorem,
Z płaczem cię niosłam do ludzi —
z rozpaczą od nich cię biorę...
” To rzekłszy, poddała swe dłonie,
jak liście, pod jego ramiona,
A niewiasty żałobne
wraz się ku ziemi przychylą
I podejmą z tkliwością
przygasłe ciało młodzieńcze
I do wozu je niosą —
tam je składają ostrożnie
Na zielonej podścieli,
na miękkich liściach paproci.
Busza orszak pogrzebny
drogą przez puszczę powrotną...
Jelenie z wolna stąpają,
uroczystą powagą przejęte;
Za wozem kroczą niewiasty
czarną, milczącą gromadką,
Otaczając troskliwie
tę, która ozwała się matką...
Niekiedy z mroku leśnego
kwiat się świecący wychyli,
Któraś uszczknie go cicho
i na mary złociste położy.
I sunie orszak żałobny
przez ciszę lasów zmroczniałą,
Przez gmachy puszczy uśpione,
w coraz to głębszą noc...