Zapraszamy do lektury! banki online
Biuro tłumaczeń oferuje tłumaczenie tekstów Tłumaczenie językowe online
elektrotechnika
prezentacja maturalna - dziecko jako bohater literacki na maks pktów
Faszerowane papryki przepis

www.karty-plastikowe.eu
www.sklep-apteka.pl
www.emtor.pl
w którym ciało chodzi, coś zrabia bez wiedzy woli, a duch czymś strasznym zajęty...
O synów, choć dni szły, nie zapytał. Woły przyszły same, to je uwiązał i zaniósł im w garści mchu. Ona też nie miała odwagi pytać — w obawie, by czegoś strasznego nie usłyszeć. Miała uczucie-nadzieję, że i ona śni, że wszystko to pryśnie, gdy się zjawią...
Lecz dni szły — a o nich wieści żadnej.
Błąkając się po lesie z owcami, często stawała w bezruchu, zatrzymywała dech w piersi i posyłała na zwiady wszystek słuch duszy i ciała — w nadziei, coraz słabszej, że coś, jakieś by echo najlżejsze, wieszczące o nich, zasłyszy... Lecz tylko czas się przelewał szumem w ciszy puszczy.
Niepokój, trwoga, w końcu rozpacz beznadziei wzbierały męką w jej piersi i coraz częściej wybuchały nieutulonym płaczem. W żałości swej niewypłakanej zwracała się pytaniami i skargą serca do wszystkiego, co ją otaczało...

— Wy doliny, wy góry, wy lasy,
Wy szumiące roztoki,
Wy lecące hań w górze obłoki,
Których się wełna bieli —
Powiedzcie, zaklinam was,
Ka sie moi bracia popodzieli?

Dni lecą i tygodnie —
Już woda z tych potoków
Do morza dopłynęła —
Już jesień — powietrze chłodnie —
A ich nie ma... Wieść o nich zginęła...
Próżno ich sercem, oczami wyzieram —
Próżno z tych leśnych wyzieram ich mroków.,
Na jakiej patrzeć ich drodze?
Poszli i ślad zatarli.
Czyby, w puszczą wciągnięci, pomarli?...
Z trwogi już prawie zamieram,
Tęsknotą od zmysłów odchodzę...

Wy wierchy,
Wy wielowidzące,
Które patrzycie z wysoka,
Które widzicie słonko zachodzące,
Gdy tu na dole pomroka —
Wy przywierzchnie jedlice,
Wy harne,
W których się głowach gnieżdżują orlice,
Wy pnie wysokie, sucharne,
Wy, co was groty Pioruna strzaskały,
Co wam serca zraniło strzał okrutnych
[ostrze —
Powiedzcie, zdradźcie siostrze,
Czyście moich bratów nie widziały?...

Wy drzewa,
Wy wszystkowiedzące,
Którym ze światów wiatr słyny przewiewa,
łże jesteście w swej szumiącej mowie
Jak arfy wszystko grające,
Jak dziwne jakieś opowieści —
Powiedzcie, dajcie wieści,
Ka podzieli sie moi bratowie?
Ty, paproci,
Rosnąca kępami,
Którą już zwarzył śmierci oddech rdzawy —
Wy trawy,
Które wiew jesienny złoci —
Wy pożółkniałe młaki,
Wy kamienie, wy skały,
Ściemniałe moimi łzami —
Powiedzcie, dajcie znaki,
Czyście bratów przechodzących nie widziały?

Jeden był jasny jak świt,
Oczy miał błękitne, duże,
Iście jak nieba trok,
Włosy złote,
Lica jako spłomienione róże —
Drugi zaś był jak posępny zmrok
I wejrzenie podobne miał chmurze...

Widzę ich przez tęsknotę,
Nieraz śniąca,
Jak idą hań uboczą...
Ten sie jak baranek bieli,
A tego cienie mroczą...
O pustko po nich głębiejąca!
Ka sie podzieli?

Czy zabłąkali sie w knieje,
W zdradliwe jakie zapady?
Czy może za puszczy krańce
Poszli na zwiady?
Czy ich za czyje przewiny
© 2010 www.oyama-tygrys.org.pl