Już sie hań nie zazłoci,
Już go nie ujrzą więcy.
Wy ubocze,
Tylekroć przez nas ośpiewane,
Że wszystkie śpiewki wam znane,
Każdemu z osobna drzewu —
Już nie usłyszycie więcy jego śpiewu.
Polana pusta...
Powędrował pasterz w kraj daleki —
Zamknęły sie te dzwoniące usta
Na wieki!...
Może je ziemia już gniecie...
Te oczy drogie, te lica
Może już ssie Martwica?!
O męko! O świecie! świecie!
Każeście byli wy, bogi,
Żeście nie uchronili?
Chyba, żeście wy wrogi —
Żeście sami zabili...
Każeś Ty była, Matko-Dziedzo?
Czy stało sie to za Twą wiedzą?
Czemu mi serce nawodzi,
Że to sie stać musiało?
Czemu wy, drzewa, coś kryjecie?
Czemu sępniejesz, ty skało?
Czemu ty, uwiędła paproci,
Zachodzisz mi na oczy
Śmiertelną rdzą?...
Jesza!!... kwiat świecący we środku —
Zwalany krwią?!
Świat sie mroczy...
O ja po stokroć, stokroć nieszczęśliwa!
O, po cóżem sie na ten świat rodziła!
O, czemużem między nimi jedna była!
O, czemuż sie ta uroda moja nie spaliła!...
Wolej by mi było leżeć mławą,
Wolej by mi było być tą trawą,
Tą spaloną, przez tchę mrozu ostrą,
Niźli stanąć między nimi siostrą...
O, czemużem ich pchnęła, o nieszczęsna,
Tym podszepniętym przez czarty wyrokiem!
Jakże ja mogła dopuścić tej zbrodni!
Jakże ja mogła, zaślepła, uwierzyć,
Że Dzień nie skłóci sie z Mrokiem!
Bracia dwa rodni...
O niewrócona godzino!
O czasie niecofniony!
O wino moja, przewino!
Płaczcie wy ze mną, o skały! o drzewa!
Płaczcie łzami krwawymi —
Już nie ma dla mnie spokoju,
Już nie ma dla mnie kąta — na ziemi.
Ka sie podzieję?
Ka zwrócę błędne kroki?
Jak teraz na osiedle?...
Tu i tam strach —
Bratów rodzonych krew sie leje —
Tu i tam mroki...
O, schrońcie mię, wy jedle!
O, przyjmijcie mię, smreki!
O wy, buków rozniosłe konary,
Dajcie mi dach litosny!
Nie karzcie wy mnie przecie,
Gdy los ten bezlitosny
Odepchnął mnie na wieki ——
O świecie! świecie! świecie!
Przypadała do drzew, obejmowała ich pnie ramionami, jak dziecko małe rodziców... Aże ją płacz i ból okrutny na ziemię ku ich stopom rzucił.
Wzruszył się las.
Jedle wzdychały nad nią wysoko-głęboko:
— Oooch — wieki —— wago wieczysta ——
tchnienie losu — ooch —
Smreki zasię szumiały:
— Ciich... zachowaj sen... zachowaj... sen... ciich... A buki szeleściły:
— Ucisz sie, ucisz, ucisz, ucisz...